Wielu przewidywało, że tegoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego będą oznaczać koniec projektu europejskiego i falę nacjonalizmu. Zamiast tego w wyniku tych wyborów UE osiągnęła dojrzałość jako projekt polityczny, ponieważ po raz pierwszy można mówić o europejskim elektoracie.

Przed majowymi wyborami widoczna była rosnąca waga tożsamości europejskiej współistniejącej z tożsamością narodową. To podsycało pewnego rodzaju europesymizm wśród wyborców: paradoksalnie, choć 68 proc. Europejczyków uważa członkostwo ich kraju w UE za dobrą rzecz, w przeważającej liczbie państw członkowskich większość respondentów sądzi, że wspólnota może się rozpaść w ciągu najbliższych 20 lat. Taki stan niepewności co do otaczającego nas świata – trzy czwarte wyborców europejskich uważa, że źle funkcjonuje albo ich krajowy system polityczny, albo system europejski, albo wręcz oba – stanowi kontekst dla zestresowanego i przestraszonego elektoratu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej