Do ucha przywódcy – za pośrednictwem telefonów, listów, maili, SMS-ów, Messengera – jak zwykle próbowało się zbliżyć ok. 2 mln poddanych, czyli co 70. Rosjanin. Dla wielu to przecież jedyna nadzieja na cud, jaki mógłby odmienić ich ciężki los.

Putin odmienia los ludu

Do dyżurnych cudów pokazujących „magiczną moc” prezydenckiego show, jak powiedziała jedna z prowadzących „Linię bezpośrednią z Władimirem Putinem”, tym razem doszło jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu.

Wczesnym rankiem na wolność wypuszczono sześć orek i dwie białuchy arktyczne, które od prawie roku były więzione w pobliżu dalekowschodniej Nachodki. Handlarze rzadkimi i chronionymi zwierzętami trzymają tam około stu tych morskich ssaków. Złowili je rzekomo w celach naukowych, ale zamierzali sprzedać za granicę. Putin jeszcze w marcu obiecał, że sprawą się zajmie, lecz kłusowników to nie wzruszyło. Dopiero w przeddzień teleaudiencji regionalne władze, rozumiejąc, że prezydent może im natrzeć uszu za opieszałość, nakazały rozpoczęcie operacji uwalniania orek i białuch.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej