Dane, które przedstawił Eduardo Stein, specjalny wysłannik ONZ ds. wenezuelskiego kryzysu humanitarnego, są wstrząsające. W ciągu czterech lat z Wenezueli uciekło około 4 mln obywateli. Niemal wszyscy albo zostają w krajach ościennych, albo ciągną dalej do innych państw Ameryki Łacińskiej. Jak dotąd Kolumbia przyjęła 1,3 mln, Peru – 768 tys., Chile – 288 tys., Ekwador – 263 tys., Argentyna – 130 tys., a Brazylia 168 tys. Wenezuelczyków. Wielu dociera także do Meksyku i innych krajów Ameryki Środkowej. Tylko lepiej sytuowanym udaje się wyjechać dalej, np. do USA czy do Hiszpanii.

Rośnie tempo exodusu z Wenezueli

Dramat humanitarny uchodźców z Wenezueli, ale także ludności, która zostaje w kraju pozbawiona pracy, środków do życia i opieki lekarskiej, jest obecnie jednym z najpoważniejszych na świecie, dorównuje tragedii uchodźców z Syrii. Co go czyni jednak szczególnie dojmującym, to fakt, że Wenezueli nie najechał żaden wrogi kraj i nie toczy się tam wojna domowa. Krach gospodarczy i społeczna katastrofa są efektem fatalnych rządów reżimu, który wpędził w nędzę miliony swoich obywateli. W ciągu ostatnich pięciu lat PKB Wenezueli skurczył się o 52 proc.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej