Na scenę pierwszego aktu kampanii, która potrwa ponad 500 dni, Donald Trump wybrał Florydę – kluczowy stan konieczny do zwycięstwa w skali całego kraju, w którym w 2016 r. wygrał nieznacznie z Hillary Clinton. Prezydent nie bez kozery nazywa go „drugim domem”, bo często lata z Waszyngtonu do położonej tu swej luksusowej posiadłości Mar-a-Lago.

Trump: Demokraci zakończą wolność słowa

Przemawiając we wtorkowy wieczór przed 20-tysięcznym tłumem rozentuzjazmowanych zwolenników wymachujących banerami „Keep America Great” („Utrzymajmy Amerykę wielką”) na stadionie w Orlando, Trump straszył, że jeśli do Białego Domu wprowadzi się Demokrata, wraz z demokratyczną większością w Izbie Reprezentantów „zakończą wolność słowa, wykorzystają moc prawa do karania oponentów”, a także „pozbawią Amerykanów konstytucyjnych praw, zalewając kraj nielegalnymi imigrantami, by poszerzyć swoją bazę wyborców”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej