W 2015 r., po światowym skandalu, chińskie ministerstwo zdrowia zakazało pobierania organów od więźniów. Przez dekady to właśnie oni byli głównym źródłem organów w kraju – zarówno dla miejscowych pacjentów, jak i dla turystów medycznych z całego świata. Wiadomo było, że na organ czeka się za Wielkim Murem nie miesiącami czy latami, ale krócej, np. tydzień. Sytuację miały ucywilizować utworzenie banku dawców i szeroka akcja edukacyjna zachęcająca do darowywania organów.

Świat uznał, że sprawa została zamknięta. Chińscy transplantolodzy, latami wykluczani z międzynarodowych zjazdów, pojawili się w lipcu 2018 r. na branżowej konferencji w Madrycie.

Spokój zburzył dzisiejszy komunikat Trybunału Chińskiego, który zebrał się w Londynie (tworzy go siedmiu naukowców, prawników i obrońców praw człowieka od lat badający niepokojące materiały z Chin). Wynika zeń, że haniebny proceder trwa w najlepsze, a kraj pozostaje mekką dla światowej turystyki medycznej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej