Poniedziałkowe obrady w kairskim sądzie nie zdążyły się nawet na dobre rozpocząć. Muhammad Mursi, stojąc w szklanej klatce, w jakiej w Egipcie trzyma się podsądnych, przez kilka minut przemawiał do sędziego, po czym runął jak długi na ziemię. „Został przewieziony do szpitala, gdzie lekarze stwierdzili zgon” – brzmiało lakoniczne oświadczenie prokuratury.

Choć miejscowe media pospieszyły dodać, że były prezydent najpewniej dostał zawału, obrońcy praw człowieka są innego zdania.

– Koszmarne, ale w pełni przewidywalne – skwitowała wydarzenia na kairskiej sali sądowej Sarah Leah Whitson, która w Human Rights Watch odpowiada za Bliski Wschód i Afrykę Północną. Wcześniej alarmowała, że Mursi już dwa razy mdlał na rozprawach, bo był coraz bardziej chory. – Zmarł po latach fatalnego traktowania go przez władze, przedłużającego się odosobnienia w izolatce i niewłaściwej opieki medycznej – wylicza Whitson w opublikowanym w oświadczeniu. I dodaje, że Mursi był traktowany źle umyślnie, co wygląda na „kryminalne zaniedbanie”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej