W Mołdawii w piątek skończyła się era miliardera Władimira Płahotniuka, który trzymał w garści mołdawskie banki, media i sądownictwo. Władzę przejął nowy rząd, a on sam uciekł na wschód.

Płahotniuk, najważniejszy oligarcha kraju, był jednym z pasażerów samolotów, które ewakuowały w weekend dotychczasowe elity władzy. Formalnie jest on zwykłym posłem mołdawskiego parlamentu, w rzeczywistości zaś trzymał w garści cały kraj. Jest podejrzewany o udział w wyprowadzeniu ponad miliarda dolarów z mołdawskiego systemu bankowego przed trzema laty.

Maia Sandu z bloku Teraz, nowa premier, ekonomistka z doświadczeniem w Banku Światowym, już zapowiedziała rozliczenie wszystkich afer z jego udziałem.

- Niech uciekają, ale nigdzie nie będą mogli żyć beztrosko. Wcześniej czy później wszyscy staną przed sądem - zapowiedziała, dodając, że rozważa zaproponowanie stanowiska prokuratora generalnego Rumunce Laurze Kövesi, która zasłynęła antykorupcyjną działalnością w swoim kraju
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej