„Udział w zgromadzeniach podczas czasu pracy jest niedozwolony” – wiadomość takiej treści otrzymali pracownicy linii lotniczych Swiss. Zapis jest ogólny, ale dotyczy zatrudnionych w koncernie kobiet, które w piątek chciałyby wyjść na ulice Berna, Zurychu czy Genewy, by wziąć udział w strajku kobiet. Sieć handlowa Migros podchodzi do sprawy bardziej liberalnie. Pracownice mogą wziąć udział w strajku, ale muszą go potem odpracować. Nieusprawiedliwiona nieobecność w pracy będzie oznaczać konsekwencje. – Oczywiście bez przesady – zapewniają piarowcy koncernu. Inne duże firmy proponują pracownicom, by na czas strajku wzięły wolne.

Związki szwajcarskich pracodawców grożą zaś na całego. Twierdzą, że strajk kobiet będzie nielegalny i może negatywnie wpłynąć na toczące się negocjacje w sprawie podwyżek płac. O co tyle hałasu? W Europie tego typu protesty są normą, ale w Szwajcarii protest kobiet odbędzie się dopiero drugi raz w historii.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej