Zaledwie pięć minut zajęło katalońskiemu wicepremierowi z czasów referendum niepodległościowego Oriolowi Junquerasowi wystąpienie ostatniego dnia procesu, w którym jest głównym oskarżonym. Powiedział, że został politykiem, żeby budować „bardziej sprawiedliwy i wolny świat”, tym samym nawiązując do oświadczenia, że „jest ścigany za swoje przekonania, a nie czyny”, z pierwszej rozprawy pięć miesięcy wcześniej.

Zakończony w środę proces to największa sprawa sądowa w historii hiszpańskiej demokracji. Na ławie oskarżonych zasiadło 12 organizatorów katalońskiego referendum niepodległościowego z 1 października 2017 r. Prokuratura zarzuca im m.in. rebelię, bunt i malwersację środków publicznych. Za to pierwsze grozi aż 25 lat więzienia i takiego właśnie wyroku śledczy chcieliby dla Junquerasa (dla trójki innych żądają po 17 lat, a dla reszty – niższych, choć też wieloletnich wyroków). O podobną karę wnioskowaliby dla Carlesa Puigdemonta, jego formalnego zwierzchnika z czasów referendum, ale były premier Katalonii niedługo po plebiscycie zbiegł do Belgii i do dziś ukrywa się za granicą, podobnie jak kilkoro innych polityków.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej