„Wszystkich nas nie zamknięcie!”, „Nie starczy wam na nas narkotyków!”, „Solidarność naszą siłą!” – skandowało ok. 1500 uczestników marszu, który przeszedł przez Moskwę w środę. Na ulice wyszli w obronie dziennikarza niezależnej redakcji Meduza.io Iwana Gołunowa, który 6 czerwca został zatrzymany przez policję, pobity i oskarżony o posiadanie narkotyków.

We wtorek władze niespodziewanie ogłosiły, że Gołunow może opuścić areszt domowy, a postępowanie zostanie umorzone, ale organizatorzy postanowili nie odwoływać marszu. Podkreślali, że wyszli na ulice nie tylko ze względu na Gołunowa, ale również pozostałych więźniów politycznych oraz ofiary policyjnych prowokacji. I od samego początku spotkali się z interwencją służb.

Areszt za koszulki

Pierwsze zatrzymania zaczęły się jeszcze przed startem manifestacji, na którą lokalne władze nie wydały pozwolenia. Według Ilji Azara, dziennikarza „Nowej Gaziety” oraz jednego z inicjatorów akcji, policja nakazała zdjąć uczestnikom marszu koszulki z napisem: „Jesteśmy Iwanem Gołunowem”. Kiedy odmówili, funkcjonariusze zaprowadzili ich do policyjnych autobusów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej