Raport Transitional Justice Working Group (TJWG), międzynarodowego zespołu z siedzibą w Seulu, rzuca światło na jedną z najlepiej skrywanych tajemnic reżimu. Do tej pory publiczne egzekucje kojarzono z latami 90. i z rządami Kim Dżong Ila, ojca obecnego przywódcy. Zakładano, że z czasem będzie ich ubywać. Okazuje się jednak, że nadal są wykonywane w całym kraju.

Badacze doliczyli się 323 miejsc, w których publicznie rozstrzeliwuje się i wiesza ludzi. Większość (267) znajduje się w dwóch północno-wschodnich prowincjach graniczących z Chinami, do których uciekają mieszkańcy Korei Północnej.

Źródłem raportu, który sfinansował waszyngtoński National Endowment for Democracy związany z Kongresem USA, są wywiady z 610 uciekinierami. Niektórzy z nich to byli pracownicy reżimowego ministerstwa bezpieczeństwa i sekretarze partyjni czy przedstawiciele lokalnych władz poinformowani lepiej niż przeciętni obywatele.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej