– Pojechać do USA? Dzisiaj to byłoby szaleństwo – przekonuje Maria Marroquin z Salwadoru w rozmowie z „New York Timesem”.

Decyzję o wyjeździe podjęła rok temu, kiedy miejscowe gangi najpierw pozabijały handlarzy, u których robiła zakupy na bazarze, a potem porwały jednego z jej krewnych. Zaczęła na serio bać się o syna. Tłumaczy, że ucieczka do Stanów od początku nie wchodziła w grę, bo rodzina boi się twardej polityki Donalda Trumpa, który robi, co może, by zmniejszyć imigrację do USA. Zamiast więc pchać się tam, gdzie ich nie chcą, zaczęli oszczędzać na lot do Europy.

Nie lecieli w ciemno – drugi syn Marii, który już od paru lat mieszka w Belgii, pomógł jej wypełnić papiery, po czym razem z mężem, córką i młodszym synem jako turyści polecieli do Brukseli. Po kilku dniach cała rodzina poprosiła o azyl.

Do Europy szybciej, bezpieczniej i taniej

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej