Premier Mjanmy i premiera Węgier połączyła niechęć do uchodźców i do muzułmanów. Po zakończonej właśnie tygodniowej wizycie w Europie Środkowej Suu Kyi i Orbán napisali we wspólnym oświadczeniu, że „największym wyzwaniem dla obu krajów oraz dla Europy i Azji Południowo-Wschodniej jest migracja”. Oboje wiążą ją ze „stale rosnącą populacją muzułmańską”.

Birmańska ikona demokracji, dawniej porównywana z Nelsonem Mandelą, z kraju wyjeżdża coraz rzadziej. Kiedy już wybrała się do Europy, nie odwiedziła francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona ani niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, tylko przywódcę uważanego za pariasa UE – zwraca uwagę serwis Deutsche Welle.

Dzieje się tak, bo Aung San Suu Kyi, od czterech lat na czele władz cywilnych Mjanmy, dokonała w ostatniej dekadzie zaskakującego zwrotu i działa dziś ramię w ramię z generałami. Zawiodła świat, broniąc w 2017 r. czystki etnicznej na muzułmańskich Rohingya, mieszkańcach stanu Rakhine. Armia Mjanmy spaliła wtedy setki wiosek, zabiła 25 tys. cywilów i zmusiła do ucieczki 730 tys. ludzi. Do dziś wegetują w obozach w przygranicznym regionie sąsiedniego Bangladeszu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej