Ponieważ na czoło wyścigu o stanowisko lidera Partii Konserwatywnej wysunął się były minister spraw zagranicznych Boris Johnson, jego konkurenci prześcigają się na pomysły, jak doprowadzić do wyjścia z Unii Europejskiej 31 października.

Johnson, którego ostatnio w staraniach o fotel premiera poparł sam Donald Trump, ustawił kampanię jeszcze w maju, gdy zapowiedział, że jeśli to on zostanie kolejnym liderem torysów i premierem Wielkiej Brytanii, to „wyjdziemy z Unii 31 października, z umową albo bez”.

Brexitem w Farage’a

Johnson ma poparcie partyjnych dołów, które zgadzają się z wyrażoną przez niego we wtorek diagnozą, że jeśli Zjednoczone Królestwo nie wyjdzie z UE 31 października, to 185-letnią Partię Konserwatywną czeka „anihilacja” z rąk Nigela Farage’a i założonej przez niego przed kilkoma miesiącami Partii Brexit.

Partia Farage’a rzeczywiście jest dla konserwatystów śmiertelnym zagrożeniem: w maju w cuglach wygrała wybory do Parlamentu Europejskiego, zdobywając ponad 30 proc. głosów i 29 z 73 obsadzanych przez Brytyjczyków mandatów. Konserwatyści zostali zepchnięci na niewyobrażalne, piąte miejsce – uplasowali się nie tylko za drugimi w wyborach Liberalnymi Demokratami oraz Partią Pracy, ale również za Zielonymi. Wynik 9,1 proc. głosów i cztery mandaty to dla szeregowych torysów groza – tym bardziej że Farage skutecznie podprowadza im kadry.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej