Ledwo opadł kurz po wyborach do Parlamentu Europejskiego, a już zasiadający w nim eurosceptycy tak się ze sobą pożarli, że z ich zapowiadanej współpracy nici.

W środę Jarosław Kaczyński zapowiedział na antenie Radia Wnet, że PiS pod żadnym pozorem nie dołączy do frakcji, na czele której chce stanąć Matteo Salvini. Prezes stwierdził, że nie zamierza jednoczyć się ani ze Zgromadzeniem Narodowym Marie Le Pen, które chlubi się swoją prorosyjskością, ani z niemiecką Alternatywą dla Niemiec, której politycy hołubią czasy świetności Wehrmachtu.

Międzynarodówka nacjonalistów to mrzonka

Prawdę mówiąc z Ligą Salviniego Kaczyńskiemu też nie po drodze. Do Włoch docierają w pierwszej kolejności tysiące afrykańskich migrantów, których Salvini domaga się rozdzielenia po całej Europie. PiS natomiast nie chce o tym słyszeć.

Ten konflikt interesów pokazuje, że coś takiego jak „unijna międzynarodówka skrajnej prawicy” to mrzonka. Bo z punktu widzenia nacjonalisty to interesy jego kraju zawsze są najważniejsze, a każdy kompromis uznaje za zdradę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej