„Wysyłamy Unii Europejskiej 350 milionów funtów tygodniowo. Zamiast tego finansujmy naszą narodową służbę zdrowia. Głosuj za wyjściem, odzyskajmy kontrolę” – piętrowe autobusy z tym hasłem stały się symbolem wszystkich grzechów popełnionych przez zwolenników wyjścia z Unii podczas kampanii referendalnej.

Boris Johnson był jedną z prominentnych twarzy kampanii brexitowej. Zwycięstwo brexitowców zmieniło go z rozczochranego byłego burmistrza Londynu w jednego z najważniejszych polityków Zjednoczonego Królestwa. A Theresa May mianowała go ministrem spraw zagranicznych przede wszystkim dlatego, by miał mniej czasu i możliwości kopania pod nią dołków.

Boris kopał tak czy siak, jednak gdy większość uznała jego postępki w kampanii za naginanie wolności słowa, ale mieszczące się w granicach demokratycznej debaty, aktywista Marcus J. Ball postanowił działać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej