Pod koniec marca Rafi złożyła skargę na dyrektora medresy (szkoły islamskiej) w niewielkim mieście Feni, której była uczennicą. Zeznała, że Siraj Ud Doula wezwał ją do gabinetu i „dotykał w niewłaściwy sposób”. Uciekła, nim doszło do czegoś więcej.

Dyrektora aresztowano. Ale zaraz powstał komitet jego obrońców kierowany przez dwóch studentów i lokalnych polityków, którzy na demonstracjach domagali się wypuszczenia Douli. Rodzina Nusrat zaczęła się bać o jej bezpieczeństwo.

Związana i podpalona

6 kwietnia dziewczyna przyszła do szkoły na egzaminy. Brata, który ją odprowadzał, nie wpuszczono do środka.

Ktoś jej powiedział, żeby poszła na dach, bo leży tam jej pobity przyjaciel. Czekała tam na nią zamaskowana grupa w burkach. Przerażonej dziewczynie kazano podpisać czystą kartkę papieru – później zamierzano wpisać tam żądanie wycofania zarzutów wobec dyrektora. Gdy odmówiła, została związana, oblana naftą i podpalona. Według policji miało to wyglądać na samobójstwo.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej