Niedługo minie pięć lat od momentu, kiedy Moskwa, odpowiadając na sankcje nałożone na nią za anszlus Krymu i wywołanie wojny na Ukrainie, wprowadziła embargo na żywność z Zachodu.

Żniwo od tego czasu zebrała imponujące. Już ponad 30 tys. ton „sankcjonki”, czyli nielegalnie wwiezionego do kraju jedzenia, zmiażdżono buldożerami, spalono w specjalnych krematoriach, zakopano w ziemi.

„Importozamieszczenije”, czyli zastępowanie importowanego krajowym

Władimir Putin tłumaczy swym poddanym – z których co czwartego stać na kupowanie tylko żywności, a co trzeci oszczędza na tych zakupach (dane opublikowane właśnie przez Rosstat, czyli oficjalną służbę statystyczną) – że powinni się cieszyć z sukcesów w bitwie z jedzeniem.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej