Wygląda na to, że cokolwiek wydarzy się w najbliższych miesiącach, duża część społeczeństwa będzie niezadowolona.

Eurowybory wygrała Partia Brexit Nigela Farage’a, ale generalnie ugrupowania lobbujące za „twardym brexitem” dostały kilka punktów procentowych mniej niż te domagające się drugiego referendum. Jeśli czwartkowe głosowanie miało być quasi-plebiscytem w sprawie wyjścia z UE, każdy może interpretować rezultat na swoją korzyść.

Kara za niezdecydowanie

Pewne jest jedno: wyraźną porażkę odniosły siły, które na brexitowej barykadzie siadły okrakiem. Torysi i laburzyści w kwestii Europy byli podzieleni od dekad, ale podjęta przez Davida Camerona gra polityczna, która doprowadziła do referendum z 2016 r., przekuła spór ideologiczny w praktyczny zerojedynkowy wybór „za lub przeciw”.

„Jeśli z tymi wyborami cokolwiek umarło, to narracja o cichej większości, która chce miękkiego brexitu, by mieć go z głowy”, ocenia felietonistka „Guardiana” Zoe Williams.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej