Frekwencja w eurowyborach wyniosła ok. 51 proc. wedle wstępnej prognozy (stan na godz. 21 w niedzielę) obliczonej przez Kantar dla europarlamentu na podstawie exit poll, wyników cząstkowych oraz sondaży przeprowadzonych tuż przed wyborami.

To oznacza najwyższą frekwencję od 20 lat (w 2014 r. wyniosła niecałe 43 proc.) i pierwszy wzrost frekwencji w wyborach do Parlamentu Europejskiego od pierwszych bezpośrednich wyborów europosłów w 1979 r.

To rezultat większego udziału wyborców w głosowaniu także w dużych krajach Unii – od Niemiec (wzrost o 11 pkt proc. w porównaniu z 2014 r.) przez Polskę po Francję, gdzie prezydent Emmanuel Macron i Marine Le Pen przekształcili eurowybory w poważny spór o kształt zjednoczonej Europy, rolę Paryża w UE oraz politykę wewnętrzną.

Główny nurt utrzymuje przewagę nad populistami

Wzrost frekwencji w wyborach do Parlamentu Europejskiego politycznie wzmacnia legitymizację instytucji UE oraz całej Unii, ale drugą dobrą wiadomością jest utrzymanie się solidnej przewagi prounijnego głównego nurtu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej