Malutka komisja wyborcza w jednej z wiosek w Oxfordshire jest zupełnie pusta. Karty do głosowania leżą na stole, długopisy stoją w kubku z wizerunkiem książąt Williama i Harry’ego, zdjęcie ma na oko dekadę. W pomieszczeniu nie ma żywej duszy.

Członkinie komisji – Beth i Annę – znajduję w kuchni sąsiadującej z pomieszczeniem do głosowania. W zamian za pomoc w uruchomieniu antycznego ekspresu do kawy dostaję kawałek ciasta cytrynowego.

- Jak widzisz, niewiele się tu u nas dzieje. Na liście uprawnionych do głosowania jest 340 osób, na razie przyszło około 20 – mówi Beth. – Był pan Williams, zagłosował na Partię Brexit, ale to stary głupek. Była Sue, ona chyba głosowała na Partię Pracy. Byli jacyś młodzi ludzie, których nie znam. Oddali głos na Zielonych, wypełnili karty tu, na stole, nawet nie poszli do stolika. Ja też głosowałam na Zielonych.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej