CZYTAJ TAKŻE: May obiecuje posłom głosowanie nad drugim referendum, jeśli poprą jej umowę brexitową

Partia Brexit, założona na początku roku przed enfant terrible brytyjskiej polityki Nigela Farage’a, w ciągu kilku miesięcy wysforowała się na czoło sondaży przed czwartkowymi eurowyborami. Rośnie dzięki rozczarowaniu brexitowców opóźnianiem wyjścia z UE. Tradycyjne ugrupowania są w tej sprawie podzielone. A Farage i spółka mają trzy rzeczy, których potrzeba w tych czasach do osiągnięcia sukcesu: prosty przekaz, rozpoznawalnego lidera i sprawną machinę wyborczą.

Farage pochwalił się w weekend „The Telegraph”, że partia otrzymuje w datkach 100 tys. funtów dziennie i że musiał zatrudnić w sztabie dodatkowych pracowników.

Jednak po serii alarmujących doniesień w mediach były laburzystowski premier Gordon Brown zaapelował do komisji wyborczej, by przyjrzała się tym wpłatom, bo część z nich może pochodzić z podejrzanych źródeł. We wtorek pracownicy komisji weszli do biur partii, by sprawdzić, czy przyjmuje pieniądze zgodnie z prawem.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej