O legalizacji małżeństw homoseksualnych pisał w piątek cały świat. Wiadomość ogłosił też „Głos Ludu”, organ chińskiej partii komunistycznej. „Na Tajwanie miejscowi deputowani zalegalizowali związki jednopłciowe. To premiera dla Azji – takiego tweeta zamieściła pekińska redakcja. W tle umieściła animację w kolorach tęczy i hasło „Love is love”.

Nieudobruchany tym Tajwan wypomniał Pekinowi hipokryzję, bo za Wielkim Murem homoseksualiści bywają represjonowani. Ma też za złe Chinom przypisywanie sobie zasług Tajwanu – Pekin zaznacza bowiem, że to część Chin.

„Błąd! – odwinął się w niedzielę na Twitterze szef tajwańskiego MSZ Joseph Wu. – To nasz parlament przyjął ustawę. Zostanie ona wkrótce podpisana przez panią prezydent. Demokratyczny Tajwan jest krajem rządzącym się własnymi prawami i nie ma nic wspólnego z autorytarnymi Chinami”.

Od końca wojny domowej Pekin (1950) nie przestaje głosić, że Tajwan „tylko chwilowo jest poza Chinami”. I że ta 23-milionowa utracona prowincja zostanie przyłączona, jeśli potrzeba – siłą.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej