– Wybory do Zgromadzenia Narodowego powinny zostać przyspieszone. Zmierzmy się i zobaczmy, kto wygra – ogłosił na wiecu swoich zwolenników w Caracas prezydent Nicolas Maduro.

To kolejna odsłona jego walki z opozycją; z pewnością propozycja ta zostanie przez nią odrzucona.

Obecny parlament wybrany na początku grudnia 2015 roku kończy kadencję w 2021 r., a wybory powinny się odbyć za rok. Ale ponieważ przygniatającą większość dwóch trzecich głosów ma w nim opozycja, Maduro go nie uznaje.

Najpierw posłuszny mu sąd najwyższy unieważnił mandaty kilku posłów opozycji. Potem ten sam sąd unieważniał arbitralnie kolejne rezolucje i ustawy uchwalane przez parlament, aż wreszcie w 2017 r. ogłosił, że jest on nieważny. Wówczas Maduro powołał własne „zgromadzenie konstytucyjne” i przestał uznawać legalny parlament.

Posłowie pod ostrzałem

Ten jednak zbierał się cały czas i w styczniu tego roku ogłosił, że Nicolas Maduro jest uzurpatorem, bo wygrane przezeń wybory prezydenckie w 2018 r. były sfałszowane. Prezydentem ogłosił swojego przewodniczącego Juana Guaidó (stało się to 23 stycznia), który stał się przywódcą buntu przeciw reżimowi, wzywa do uwolnienia więźniów politycznych i rozpisania nowych wyborów prezydenckich.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej