Prawie milion butów i około 370 tys. szczotek do zębów to tylko drobna część góry plastiku odnalezionej na należących do Australii wyspach na Oceanie Indyjskim. Według zespołu naukowców kierowanego przez ekotoksykolożkę Jennifer Lavers na plażach Wysp Kokosowych może być nawet 414 mln sztuk plastikowych śmieci. O tym, że katastrofa ekologiczna przybrała takie rozmiary, napisał w ubiegłym tygodniu magazyn „Scientific Reports”.

Plaże pokryte grubą warstwą śmieci

Na oddalone od australijskiego wybrzeża o 2750 km Wyspy Kokosowe mało kto dociera. Reklamowane są jako „ostatni nieskażony raj Australii”. Ekipa Lavers, kiedy przybyła na wyspy, nie mogła jednak uwierzyć własnym oczom. „Dziewicze plaże” pokryte były grubą warstwą butelek, słomek, klapek i nakrętek.

Nie zaśmiecili ich miejscowi, bo na 27 wyspach mieszka tylko 500 osób.

Lavers ocenia, że na plażach Wysp Kokosowych może być 238 ton odpadów. Ale to ostrożne szacunki – badacze sami przyznają, że przekopali górę śmieci tylko do głębokości 10 cm, a do niektórych plaż nie byli w stanie nawet dotrzeć, tak były zaśmiecone.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej