W gabinecie Puigdemonta w belgijskim Waterloo stoją słoiki z glebą zebraną w kilku punktach Katalonii. To ma być symboliczny kontakt, jaki były premier tamtejszego rządu regionalnego ma ze swoją rodzinną ziemią. Jeżeli wróci do ojczyzny, to zostanie natychmiast aresztowany i postawiony przed sądem: za zorganizowanie 1 października 2017 r. referendum niepodległościowego, co prokuratura ściga pod zarzutem rebelii i za co grozi mu 25 lat więzienia.

Tymczasem lider katalońskiego separatyzmu Puigdemont startuje w odbywających się 26 maja wyborach do Parlamentu Europejskiego. Jeszcze w zeszłym miesiącu hiszpańska komisja wyborcza na wniosek prawicowych Partii Ludowej oraz Ciudadanos zablokowała jego kandydaturę. Urzędnicy przychylili się do opinii polityków, że ukrywanie się za granicą przed wymiarem sprawiedliwości wyklucza możliwość startu polityka. Ale niedługo później sąd najwyższy jednomyślnie stwierdził, że nie jest to przeciwwskazanie, i dopuścił go do wyborów.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej