Wacław Radziwinowicz: Moskwa nie interesuje się wyborami do europarlamentu. Prawie nic się o nich nie mówi, choć zazwyczaj sprawy europejskie są jednym z ważniejszych tematów w mediach rosyjskich. Dlaczego teraz jest inaczej?

Andriej Kortunow, politolog, dyrektor generalny Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych: Przyczyny są dwie. I Kreml, i ta część społeczeństwa, która stara się coś rozumieć w polityce, podchodzą do europarlamentu sceptycznie. Nie widzą w nim ośrodka realnej władzy, raczej miejsce, gdzie się dużo i bez większego sensu gada.

To błędna ocena.

– Taki jednak jest moskiewski punkt widzenia. W życiu politycznym dzisiejszej Rosji nawet nasz parlament – Duma i Rada Federacji – nie ma wielkiego znaczenia i specjalnym szacunkiem otoczony nie jest. Tak więc, jeśli chodzi o instytucje unijne, to Rosja, Kreml, a zatem i jego propaganda, zwracają uwagę przede wszystkim na to, co się dzieje w Komisji Europejskiej. Do tego po tym, co w 2014 r. stało się na Krymie i co się dzieje na wschodniej Ukrainie, kontakty naszych parlamentarzystów z europejskimi zostały znacznie ograniczone. Nie ma wizyt, wystąpień, wspólnych inicjatyw, nawet kłótni. Brakuje więc powodów do rozmowy o europarlamencie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej