Robert Stefanicki: Czy Donald Trump dąży do wojny z Iranem?

Mieczysław Boduszyński: – Wydaje się, że sam Trump nie dąży do wojny, on wolałby ograniczyć rolę Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, także w Iranie. Ale są ludzie w jego otoczeniu, którzy mogą chcieć wojny i odpowiadają za agresywne podejście – przede wszystkim doradca ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton.

Dostrzega pan spójną politykę, strategię USA wobec Iranu i regionu?

– Nie ma i nie było spójnej polityki Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie. Są postacie, które mają własną koncepcję, ale nie istnieje długofalowa strategia. Piszę o tym w książce, która ukaże się we wrześniu [„U.S. Democracy Promotion in the Arab World: Beyond Interests vs. Ideals”].

Ale chyba są jakieś założenia, cele.

– Zależy, o kim mowa. Dla Boltona celem jest chyba zmiana reżimu w Iranie. Dla sekretarza stanu Mike’a Pompeo – jego pełna izolacja. Oficjalnie celem presji jest zmuszenie Iranu do ograniczenia poparcia dla grup zbrojnych w regionie: Hezbollahu, Hamasu i milicji szyickich w Iraku.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej