Gdy w Polsce chłód i deszcz zamieniły w tym tygodniu wiosnę w jesień, w Hiszpanii był już sam środek lata lata. W całym kraju temperatura sięgała poziomów typowych raczej dla sierpnia – szczególnie w Andaluzji, gdzie w środku dnia przekroczyła 36 stopni Celsjusza. Nad ulicami stolicy regionu, Sewilli, rozciągnięto płachty materiału, mającego ratować przechodniów odrobiną cienia, w Madrycie otwarto 14 basenów pod gołym niebem, w Walencji bary pękały w szwach podczas najcieplejszej majowej nocy od 1961 r.

Choć właśnie zaczęło się ochłodzenie, a w górach na północy Półwyspu Iberyjskiego ma nawet padać śnieg, to meteorolodzy zapowiadają, że od przyszłego tygodnia temperatury znowu zaczną rosnąć. Hiszpanie komentują, że lato w ich kraju z roku na rok zaczyna się coraz wcześniej – ale ostatnie badania potwierdzają, że to nie tylko złudzenie, a skutki takiej zmiany klimatycznej mogą być dla tego kraju fatalne.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej