Mieszkańcy Polski i Rumunii z niepokojem patrzą na to, co dzieje się na Wschodzie, a co piąty z nich uznaje Rosję za poważne zagrożenie. Widmo rosyjskich czołgów wjeżdżających do Polski przez przesmyk suwalski nie jest nierealne, tak jak ostrzał strategicznych celów w naszym kraju rosyjskimi pociskami typu Iskander.

Obywatele Unii boją się jednak również wojny, która miałaby wybuchnąć między krajami naszej Wspólnoty. Tak jakby znowu Niemcy miały napaść na swoich sąsiadów. Czy to w ogóle prawdopodobne? Tak – według jednej trzeciej Polaków, 35 proc. Austriaków i Francuzów, 38 proc. Holendrów.

Tylko w Danii w prawdopodobieństwo wybuchu wojny w Europie wierzy mniej niż 20 proc. społeczeństwa.

Na taki konflikt, który trzeba by nazwać europejską wojną domową, absolutnie nic nie wskazuje. Więzy między krajami UE są przecież bardzo silne. Ale co byłoby, gdyby Unia upadła? W ciągu najbliższych 10-20 lat taki scenariuszy przewiduje aż dwie trzecie Słowaków i prawie 60 proc. Polaków, Francuzów, Włochów czy Rumunów. Bierzemy więc go zupełnie na serio. I widzimy, jakie mogą być tego konsekwencje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej