– To jeden z najmroczniejszych dni w historii Nowej Zelandii – mówiła po atakach w Christchurch premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern. 15 marca zamachowiec otworzył tam ogień do modlących się w meczetach muzułmanów. W zamachu zginęło 51 osób.

„Akty terrorystyczne nie są dla Francji niestety niczym nowym. Dla nas – tak. Ale wszyscy mamy do czynienia z sytuacją bezprecedensową: atak był bowiem ewidentnie zaplanowany pod kątem internetu. 17-minutowe wideo kręcone przez terrorystę pochodzenia australijskiego z masakry w meczecie Al-Noor obejrzało na żywo na Facebooku 400 osób. Pomimo apeli o niepokazywanie scen z masakry kilka godzin po tragedii drastyczne treści nadal swobodnie krążyły w sieci. Próbując usunąć wideo ze swojej platformy, Facebook musiał interweniować 1,5 mln razy. A w ciągu pierwszych 24 godzin film pojawiał się na nowo na YouTubie co sekunda. Obejrzały go miliony osób. Tak jak tego chciał terrorysta” – tłumaczy w wywiadzie dla dziennika „Le Monde” pani premier, która odmawia wymieniania imienia i nazwiska zamachowca.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej