W całym Zjednoczonym Królestwie brexit jest jedynym tematem błyskawicznej kampanii wyborczej przed zaplanowanymi na czwartek 23 maja wyborami do Parlamentu Europejskiego. Ich organizację w Królestwie wicepremier David Lidington oficjalnie potwierdził dopiero 7 maja.

O ile w Anglii wściekłość z powodu braku brexitu napędza wyborców Nigelowi Farage’owi i jego Partii Brexit, o tyle w Szkocji plany wyjścia z UE wzmacniają Szkocką Partię Narodową (SNP), która używa brexitu jako argumentu za powtórzeniem referendum niepodległościowego.

Tych argumentów nie da się zignorować. We wrześniu 2014 r. wynikiem 55 do 45 proc. Szkoci zdecydowali w referendum, że chcą pozostać częścią Zjednoczonego Królestwa, a niespełna dwa lata później, w czerwcu 2016 r., są zmuszani do wyjścia z Unii Europejskiej przez Anglików. 

W Szkocji, najbardziej proeuropejskiej części Zjednoczonego Królestwa, przeciwko brexitowi głosowało aż 62 proc. obywateli, a brexiterzy nie zdobyli większości w ani jednym ze szkockich okręgów wyborczych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej