Jeszcze w marcu dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dr Tedros Adhanom Ghebreyesus był dobrej myśli: dynamika epidemii spada, za pół roku powinno być po sprawie. Kiedy pod koniec kwietnia ponownie odwiedził zaatakowany region, nastrój miał minorowy.

Jest już ponad 1,6 tys. zarażonych, z czego ponad 1,1 tys. zmarło, wśród ofiar są głównie kobiety i dzieci. W ciągu ostatniego miesiąca wykryto 400 nowych przypadków. Śmiertelność jest wyższa niż podczas poprzednich wybuchów epidemii i wynosi aż 67 proc., co oznacza, że na trzech zakażonych przeżywa tylko jeden.

Istnieje poważne ryzyko, że z Demokratycznej Republiki Konga choroba rozprzestrzeni się na sąsiednie kraje: Rwandę, Ugandę i Sudan Południowy.

– Pomimo dostępnej szczepionki i terapii sytuacja wymyka się spod kontroli – ostrzegł David Miliband, szef dużej organizacji pomocowej International Rescue Committee (IRC).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej