Na pierwszy rzut oka statystyki nie przerażają. Jak szacuje UNHCR, agenda ONZ pomagająca uchodźcom, w 2017 r. taki status dostało na Zachodzie 815 Saudyjczyków. Choć to niewiele w porównaniu z milionami uciekających z regionu Syryjczyków czy Irakijczyków, to jednak w ciągu pięciu lat liczba saudyjskich obywateli, którym zamarzyła się nowa ojczyzna wzrosła o ponad 300 procent.

Poza tymi, którzy zdecydowali się poprosić o azyl, są tysiące Saudyjczyków, którzy wyjechali i nie palą się do powrotu do kraju, za to coraz chętniej krytykują następcę tronu, księcia Muhammada ibn Salmana, który rządzi dziś w imieniu schorowanego ojca.

Po raz pierwszy poddani króla Saudów zaczęli prosić o azyl już w latach 90 – w 1993 r. dostało go jednak zaledwie siedem osób. Później, choć zdarzały się okresowe fale większej emigracji – jak w 2011 r., po arabskiej wiośnie – nigdy jeszcze kraju nie opuszczało tylu obywateli co po 2015 r., kiedy władzę przejął książę Muhammad. Z szacunków UNHCR wynika, że w 2017 r. o azyl na Zachodzie poprosiło ich blisko 2,4 tys.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej