Zdjęcie jest prawdziwe, wykonano je w pamiętne popołudnie 15 kwietnia na skrzyżowaniu Rue de La Bucherie i Rue Lagrange. Miliony ludzi na świecie zobaczyły tę fotografię z podpisem: „W chwili gdy cywilizowany świat modlił się za symbol chrześcijaństwa, muzułmanie nie kryli radości”.

Pisali i mówili o tym amerykańscy kaznodzieje i rosyjscy propagandziści. Zwolennicy Trumpa i ludzie Putina kolejny raz zwarli szeregi w walce z europejską wielokulturowością. Zdjęcie podawano dalej setki tysięcy razy, oburzenie rosło. Rosły też – podsycane przez tych samych ludzi – wątpliwości.

Czy można wierzyć w zapewnienia władz, że pożar wywołało zwarcie? Czy aby muzułmanie nie podpalili symbolu chrześcijańskiej Europy?

Dziennikarze agencji AFP dotarli do ludzi na fotografii. To studenci architektury, którzy badali konstrukcję katedry, tworzyli jej trójwymiarowe modele, kochali ją. Gdy się okazało, że kościół płonie, ruszyli na miejsce zobaczyć, co się dzieje. Jeden z nich na Snapchacie pisał, że to, co widzi, nie mieści mu się w głowie, że jest we łzach. A gdy kazano im się cofnąć, policyjna taśma, pod którą przechodzili, niespodziewanie opadła im na twarze. Wtedy się uśmiechnęli. I wtedy dziennikarz francuskiej edycji Sputnika, portalu kremlowskiej propagandy, zrobił im to zdjęcie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej