– Absolutnym priorytetem jest teraz zabezpieczenie świątyni, daleko nam do prac nad samą odbudową – podkreśla Frédéric Létoffé, prezes zrzeszenia przedsiębiorstw konserwacji zabytków GMH, które skupia ok. 200 wyspecjalizowanych firm. Uwaga koncentruje się głównie na sklepieniu osłabionym pożarem, który 15 kwietnia strawił średniowieczną dębową więźbę dachową oraz dobudowaną w XIX w. iglicę. Ta, zawalając się, przebiła je w kilku miejscach. Zarówno ogień, jak i woda, która posłużyła do jego ugaszenia, naruszyły delikatną strukturę architektury gotyku, gdzie każdy element wspiera inny.

Potrzebna tymczasowa więźba

W pierwszej kolejności zajęto się prezbiterium, nawami i transeptem z podziurawionym sklepieniem. Dwa tygodnie po pożarze 30 robotników (w tym alpiniści) przykryło w trzy dni powierzchnię 1,2 tys. m kw. plandeką, chroniąc katedrę przed deszczem. Kolejnym etapem jest stworzenie tymczasowej więźby nad i pod sklepieniem, by wesprzeć osłabioną konstrukcję katedry. Łuki przyporowe nadal wywierają bowiem presję na mury, których nie kontruje już siła odśrodkowa łuków sklepienia krzyżowo-żebrowego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej