– Lato jest u nas upalne, zima mroźna. Z domu można wyjść wiosną i jesienią. I akurat wtedy nad miastami wisi smog – opowiada Lee, trzydziestoletni urzędnik agencji rządowej.

Siedzimy w knajpce w sercu Seulu. Lee wyciąga komórkę i włącza aplikację podającą poziom pyłów w powietrzu. Na niebieskim ekranie widać uśmiechniętą buźkę. Od dwóch dni nad stolicą Korei Południowej wiszą chmury, co chwilę pada – deszcz oczyścił więc powietrze. Aplikacje smogowe są w kraju Samsunga bardzo popularne. Władze podają jedynie ogólne dane, że sytuacja jest dobra lub zła. A ludzie chcą znać całą prawdę i samemu sprawdzać stężenia szkodliwych substancji i pyłów.

– Mam już taki nawyk, że zanim wychodzę z domu, sprawdzam, jakie jest u nas powietrze. Myślisz, że to przesada? – pyta.

Smog gorszy niż Kim

Tuż po Nowym Roku kraj ogarnęła smogowa histeria. Zanotowano ponadpięciokrotne przekroczenie normy dla PM 2.5, czyli cząstek pyłu zawieszonego o średnicy nie większej niż 2,5 mikrometra. Taki pył jest najbardziej szkodliwy dla zdrowia.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej