Rosja, spadkobierczyni ZSRR, który 70 lat temu powołał Koreę Północną do życia i ją utrzymywał, dziś nie ma dawnemu podopiecznemu wiele do zaoferowania. Było to jasne, zanim pociąg specjalny wiozący Kim Dżong Una wjechał na dworzec we Władywostoku, a stojący na peronach służący północnokoreańskiego dyktatora rzucili się pucować drzwi i szyby wagonu, którym podróżował ich przywódca. KRLD, choć reżimowi udało się skonstruować międzykontynentalne rakiety balistyczne i głowice jądrowe, potrzebuje nowoczesnych technologii, by zmodernizować zrujnowaną gospodarkę, w tym niewydolne rolnictwo. Z powodu zeszłorocznych powodzi oraz fali upałów, która przeszła przez kraj, krajowi znowu grozi głód. Północnokoreańscy dyplomaci zabiegają w Azji o pomoc humanitarną, ONZ już teraz szacuje, że prawie 45 proc. mieszkańców jest niedożywionych.

Rosja nie jest w stanie wesprzeć Pjongjangu ani technologiami, ani żywnością. Nie ma też pieniędzy, sama boryka się z problemami gospodarczymi. Rosję w KRLD interesują złoża surowców naturalnych. Ale dopóki na Pjongjang nałożone są sankcje, nie może ich kupować ani wydobywać. Poza tym Gazprom mógłby sprzedawać gaz nienasyconej pod względem energetycznym Korei Południowej, jeśli tylko mógłby zbudować gazociąg przez Koreę Północną. Rosja mogłaby też stać się krajem tranzytowym dla towarów z Południa, jeśli przez terytorium Północy zbudowano by linię kolejową łączącą Półwysep Koreański z Koleją Transsyberyjską.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej