Bateria kar i sankcji, jakie administracja amerykańska pod wodzą Donalda Trumpa zapowiada przeciw komunistycznej Kubie, oznacza cofnięcie liberalizacji przeprowadzonej przez jego poprzednika Baracka Obamę i powrót do zimnowojennej polityki embarga nałożonego na Kubę jeszcze przez administrację Dwighta Eisenhowera w 1961 r. po rewolucji kubańskiej w 1959 r.

USA chcą teraz m.in. zakazać Amerykanom podróży na wyspę, amerykańskim firmom robienia interesów z kubańskimi firmami państwowymi, ograniczyć imigrantom z Kuby prawo wysyłania rodzinom na wyspie pomocy finansowej. W planach jest też karanie firm europejskich i kanadyjskich za inwestowanie na Kubie i handlowanie z nią.

Uderzenie w zwykłych Kubańczyków

Przekazy pieniężne, które emigranci kubańscy w USA wysyłają do swoich rodzin na wyspie, będą limitowane do 1 tys. dol. na trzy miesiące. Wprowadzenie limitu ogłosił w zeszłym tygodniu John Bolton, doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej