W  Niedzielę Wielkanocną siedmiu zamachowców samobójców wysadziło się, niemal jednocześnie, w trzech kościołach katolickich w różnych miastach i w trzech hotelach w Kolombo. Premier Ranil Wickremesinghe poinformował dziś, że planowano też atak na czwarty hotel, ale coś terrorystom nie wyszło.

Kraj pogrążony jest w szoku i żałobie. We wtorek odbywały się pogrzeby ofiar. Większość to obywatele Sri Lanki, potwierdzono też śmierć 38 obcokrajowców.

Władze przepraszają i szukają winnych

Rząd obwinił dwie lokalne, mało znane grupy radykałów muzułmańskich: National Thowheed Jamaath (NTJ) i Jammiyathul Millathu Ibrahim. Nie wiadomo, jakie są na to dowody, poza ostrzeżeniem o zamachach przekazanym policji dziesięć dni wcześniej, prawdopodobnie przez wywiad indyjski, gdzie podobno widniała nazwa NTJ.

Władze nie zareagowały na to ostrzeżenie – teraz przepraszają, tłumaczą się i szukają winnych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej