Piętnastoletni Fuad stracił nogę od kolana w dół, kiedy samochód, którym wracał z rodziną do wioski opuszczonej przez rebeliantów, wjechał na minę. Jego trzynastoletni brat nie przeżył eksplozji. Więcej szczęścia miał Mansur, rolnik z Kataby na południu kraju – kiedy pług, którym orał pole, najechał na minę, przeżył, ale został poważnie ranny. Podobnie jak piętnastoletni syn pasterza z wioski Al-Omari, który całe życie będzie kaleką, bo mina wybuchła, kiedy wypasał z ojcem owce na pastwisku przy domu.

Całe wioski przymierają głodem

– Miny podkładane przez Hutich nie tylko zabijają i okaleczają cywilów. Jemeńczycy nie mogą przez nie zbierać plonów i tracą dostęp do czystej wody, rozpaczliwie potrzebnej im do przeżycia – alarmuje Priyanka Motaparthy, która w Human Rights Watch (HRW) odpowiada za sytuacje kryzysowe. – Ładunki nie pozwalają też organizacjom pomocowym dowozić jedzenia i leków dla głodnych i chorych Jemeńczyków – wylicza.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej