Adam Bodnar zdecydował się zabrać głos w sprawie Tomasza Surdela, dziennikarza „Wyborczej” pobitego w nocy 15 marca w Caracas przez funkcjonariuszy oddziałów specjalnych wenezuelskiej policji, by wyjaśnić brak publicznej reakcji polskiej dyplomacji na tę napaść.

Surdel został zatrzymany podczas kontroli drogowej. Po sprawdzeniu jego personaliów i konsultacji przez radio z przełożonymi wenezuelscy policjanci kazali mu wyjść z auta. Założyli mu worek na głowę i zaczęli go bić po twarzy, prawdopodobnie pistoletowymi kolbami. Następnie jeden z nich przyłożył dziennikarzowi do twarzy nienaładowany pistolet i pociągnął za spust, symulując egzekucję. Surdel przypłacił to spotkanie zmasakrowaną twarzą, pękniętą kością czołową i podczaszkowym krwiakiem.

List Bodnara do MSZ

Ministerstwo Spraw Zagranicznych ani razu publicznie nie potępiło wenezuelskich władz za pobicie polskiego dziennikarza, mimo że stanowczo zaprotestowały międzynarodowe i wenezuelskie organizacje dziennikarskie. Atak potępił też Juan Gaidó, przywódca opozycji uznawany przez Polskę za tymczasowego prezydenta. Wenezuelczycy solidaryzowali się z dziennikarzem „Wyborczej” poprzez media społecznościowe.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej