Pierwsze rezultaty exit polls ogłaszano w niedzielę wieczorem akurat w momencie, kiedy kremlowska Rossija 1 rozpoczynała swój główny cotygodniowy program publicystyczny „Wieści niedzieli”. Jego głównym tematem w ostatnich miesiącach były właśnie wybory prezydenta Ukrainy.

Autor i prowadzący Dmitrij Kisielow od miesięcy powtarzał, że szykuje się „masowe fałszowanie wyników”, oszustwa, naciski administracyjne, a wreszcie i prowokacje ze strony niemogącego się pogodzić ze stratą władzy Petra Poroszenki i jego otoczenia.

Wczoraj wieczorem - a już na pewno po gratulacjach złożonych przez przegranego Poroszenkę zwycięskiemu Wołodymyrowi Zełenskiemu - na tę nutę grać już się nie dało. Frontmen propagandy kremlowskiej nad wyraz szybko więc skwitował kwestię ukraińską.

Wkrótce po nim miejsce na ekranie zajął Władimir Sołowiow ze swoim cyklicznym „Niedzielnym wieczorem z Władimirem Sołowiowem”. Miał czas, żeby ochłonąć, i aż tak rezonu nie stracił. Domagał się, by Moskwa się nie spieszyła z uznawaniem wyników wyborów ukraińskich, bo niejedno się jeszcze może okazać; poza tym nie wiadomo, czym „poglądy Ze odróżniają się od poglądów Po”. A przecież ten pierwszy, czyli Zełenski, „nazywał Władimira Putina wrogiem, Banderę – bohaterem, a pospolite ruszenie Donbasu – paskudztwem”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej