Pierwsza tura wyborów prezydenckich na Ukrainie odbyła się 31 marca. Na Zełenskiego zagłosowało wtedy 30,24 proc. wyborców, a na Poroszenkę – 15,95 proc. W ostatnich sondażach ten pierwszy miał przygniatającą przewagę – ok. 75 do 25 pkt proc.

Te wyniki potwierdziły się w niedzielę. Wg exit polls Zełenski zdobył 73,2 proc. głosów, a Poroszenko 25,3 proc. (1,5 proc. wyborców oddało głosy nieważne). Największe poparcie nowa głowa państwa zyskała na wschodzie kraju (87,7 proc.) i południu (85,4 proc.), ale i w pozostałych regionach 41-letni Zełenski zdecydowanie pokonał Poroszenkę, który jest jednym z najbogatszych Ukraińców. Do obecnego jeszcze prezydenta należy m.in. znany koncern cukierniczy Roszen. Frekwencja wyniosła 62,1 proc.

"Wybory były uczciwe i wolne i to jest zwycięstwo Ukrainy i powód, by podziękować Poroszence i jego zespołowi. Wciąż jestem sceptyczna wobec przyszłego prezydenta, ale taka była wola Ukraińców. Pięć interesujących lat przed nami. Życzę szczęścia nam wszystkim" - skomentowała wyniki na Twitterze Kateryna Kruk, ekspertka polityczna i aktywistka Euromajdanu.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej