Od 1991 r., kiedy Ukraina ogłosiła niepodległość, wielki biznes w tym kraju nie istnieje bez polityki, a polityka bez biznesu. Kwestią czasu było więc, by biznesmen Petro Poroszenko postanowił również szukać parasola ochronnego w świecie polityki.

Obecny prezydent Ukrainy dorobił się majątku jeszcze pod koniec lat 80. Na fali pierestrojki władze poluzowały sztywne zasady handlu zagranicznego, by dać oddech upadającej gospodarce. Poroszenko to wykorzystał. Wraz z ojcem założył firmę, która nawiązywała współpracę z przedsiębiorstwami zagranicznymi – eksport i import w zamian za półtoraprocentową prowizję. Podobno zbił na tym taką fortunę, że – jak piszą Zbigniew Parafianowicz i Michał Potocki, autorzy „Kryształowego fortepianu”, świetnej biografii Poroszenki – gdy kończył studia na Uniwersytecie Kijowskim w 1989 r., pod uczelnię podjeżdżał nowiutką wołgą.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej