Czwartkowa publikacja raportu o Russiagate przejdzie do historii. Nie tylko dlatego, że zakończyła niemal dwuletnie śledztwo specprokuratora Roberta Muellera, które dotyczyło jednej z najważniejszych spraw w amerykańskiej polityce, i że pokazała, jak wiele za uszami ma Trump (o tym za chwilę) - równie fascynujące było to, że stanowiła majstersztyk sztuki PR.

Kiepską wiadomością dla amerykańskiej demokracji jest to, że autorem genialnych zabiegów był... prokurator generalny.

Prokurator w imię Trumpa

Nominowany na to stanowisko przez Trumpa William Barr dostał raport Muellera już w marcu. Postanowił zrobić wszystko, by ochronić prezydenta przed jego politycznymi skutkami. Najpierw przedstawił główne wnioski w raptem czterostronicowym omówieniu dla Kongresu. W czwartek, tuż przed publikacją raportu na stronie Departamentu Sprawiedliwości, powtórzył je podczas konferencji prasowej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej