– U nas większy ruch świąteczny zaczął się od środy – mówi pani Angelika, która z partnerem prowadzi sklep Wisła w Kidlington. – Świeże warzywa już przyjechały, one są dla Polaków ważne. Po jabłka też dużo ludzi przychodzi do nas, bo tylko my takie mamy. Mamy rolnika z Polski, od którego sprowadzamy owoce i warzywa, w Oksfordshire tylko my mamy prosto z Polski.

W Wielkim Tygodniu Polacy kupują u niej żurek w szklanych butelkach i białą kiełbasę. Wcześniej przychodzą po koszyki do święconek i barwniki do pisanek. – Będziemy mieć też chleb do żurku. To tak fajnie wygląda na stole, ten chleb, do którego się wlewa żurek.

– A Anglicy?

– Zaglądają z ciekawości, żeby zobaczyć, jak to wygląda. Farbki do jajek ich interesują, bo wiadomo, oni na Wielkanoc mają jajka z czekolady. Ale niektóre polskie produkty się wśród Anglików przyjęły. Doceniają wędliny, czarny salceson schodzi błyskawicznie. I kupują dużo czerwonego barszczu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej