Gdy Benedykt XVI podawał się do dymisji w 2013 r., obiecywał życie „w ukryciu przed światem”, ale szybko się okazało, że nie chodzi mu o zupełne milczenie.

Już pół roku później, we wrześniu 2013 r., Benedykt XVI zezwolił na publikację swojej odpowiedzi dla włoskiego matematyka Piergiorgia Odifreddiego, autora książki polemizującej z „Wprowadzeniem do chrześcijaństwa” Josepha Ratzingera z 1968 r. Potem było jeszcze parę wypowiedzi pisemnych Benedykta XVI, ale dopiero opublikowany w zeszłym tygodniu list o kryzysie w Kościele mocno uwypuklił napięcie w Watykanie.

Pytanie: między kim? Czy między Franciszkiem i papieżem emerytem? To także trudno wykluczyć, ale wielu watykanistów przekonuje, że przede wszystkim między watykańskimi kręgami zwolenników Ratzingera oraz papieża Franciszka.

Ta straszna rewolucja seksualna

Benedykt XVI w swym liście, który miał przygotować w lutym na użytek watykańskiej konferencji o pedofilii, wskazuje źródła kryzysu głównie w rewolucji seksualnej lat 60., szkodliwym przesileniu w teologii moralnej (a także w podejściu do Eucharystii) w czasach po II Soborze Watykańskim, w działających wówczas klikach homoseksualnych w seminariach, a także w „upadku umysłowym powiązanym także ze skłonnością do przemocy”. „To dlatego filmy erotyczne nie były już dopuszczalne w samolotach, gdyż groziło to wybuchem przemocy wśród małej wspólnoty pasażerów” – tak Benedykt XVI wspomina lata 60. czy może 70. ubiegłego wieku.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej