Zaledwie od tygodnia wiadomo, że 23 maja w Zjednoczonym Królestwie jednak odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Ich organizacja jest elementem porozumienia Rady Europejskiej z rządem Theresy May. Zawarcie tego porozumienia w nocy z 10 na 11 kwietnia pozwoliło na elastyczne odroczenie brexitu do 31 października, czyli do Halloween.

Tym samym na Wyspach rozpoczęła się kampania wyborcza, która w pozostałych krajach UE trwa już od tygodni (dla porównania: w Polsce PiS „jedynki” list wyborczych do PE przedstawiło już w połowie lutego, a Koalicja Obywatelska miesiąc później).

Najlepiej przygotowani okazali się twardzi zwolennicy brexitu, bo jako pierwszy do wyścigu o miejsca w europarlamencie ruszył prawicowy populista Nigel Farage. Już w piątek 12 kwietnia zainaugurował kampanię Partii Brexit występem w Coventry, gdzie w 2016 r. za wyjściem z Unii Europejskiej było 55,6 proc. głosujących.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej