Średniowieczne rzygacze bez głowy, kamienna balustrada zastąpiona drewnianą deską, pinakle w ruinie podtrzymywane kablami. Budowla się kruszy. Rzeźby powoli niszczeją. Dach naprędce przykryto tu i tam siatką, by fragmenty kamieni nie spadały przechodniom na głowę. Aż trudno uwierzyć, w jak opłakanym stanie była Notre Dame, arcydzieło sztuki gotyku odwiedzane co roku przez co najmniej 13 mln turystów. Przed pożarem.

Ostatni gruntowny remont ukończonej w 1345 r. pięcionawowej katedry (jej budowa trwała blisko 200 lat) miał miejsce w XIX w. Notabene dzięki osobistemu zaangażowaniu słynnego pisarza Wiktora Hugo. Jego powieść z katedrą w tytule („Dzwonnik z Notre Dame”) zwróciła uwagę rodaków na katastrofalny stan gotyckiej świątyni.

W latach 1990-2000 odrestaurowano fasadę i obie wieże.

Zanieczyszczenie, deszcz, upływ czasu, ale też materiały użyte do prac renowacyjnych w XIX w. zrobiły swoje. – Problemem nie jest jakość kamienia, ale spoiw z epoki remontu pod nadzorem Eugene Villet-le-Duca (1845-64). Zrobiono je z gipsu i wapienia, a z tego powodu wytrąciły się kryształki i sole, które pomału doprowadzają kamień do ruiny – wyjaśnia Philippe Villeneuve, naczelny architekt ds. budowli historycznych Francji, odpowiedzialny za aktualny remont. – Trzeba zastąpić zniszczone kamienie i zmienić spoiwa, wracając do średniowiecznej prostoty: piasku z wapieniem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej